niedziela, 30 października 2011

Niedziela.

Wiem że piszę coraz rzadziej. To wszystko...w ogóle nie nie wychodzi. Stąpam po krawędzi pro-ana i normalności. Nie jestem całkiem pro ana, ale nie odżywiam się też normalnie. Muszę posprzątać pokój i zrobić dużo miejsca na ukrywane jedzenie.

Mam ochotę na chipsy.

czwartek, 27 października 2011

Dzisiaj jabłko i garstka malin.
Rozlewam się na boki i toczę się po chodniku.
Dzisiaj do szkoły przyszedł mój kolega, który jest już w liceum. Nie porozmawiał ze mną. Ba, nawet nie raczył powiedzieć ,,cześć". To przez te że jestem gruba. Gdybym była chuda, byłabym ,,kimś". A tak, jestem nikim. Nikim ważnym, nikim kto zasługuje na czyjąkolwiek uwagę, nikim kogo się kocha.
Bo jak można kochać grubaskę. Jak? Nie można. Bo grube=brzydkie,głupie,nie ważne, bez uczuć, bez emocji,zamknięte w swoim świecie.
Nijakie. A ja jestem nijaka. Niezauważana. Mogłabym przyjść do szkoły z niebieskimi włosami. Żadnej reakcji.
Ale zmienię to. Pewnego dni przyjdę do szkoły i zwrócę uwagę wszystkich. Będę chuda. Nie szczupła, lecz chuda. Wychudzona. Ważąca zaledwie 38kg. Bez wad. Idealna.

niedziela, 23 października 2011

Niedziela.

W czwartek zawaliłam dietę i zrezygnowałam. Dzisiaj rano ważyłam 55.8.
Nie jest tak źle, tyle że mam dwa miesiące na zejście do 38. No ale przecież mi się uda *.*
Nie mam czasu pisać, bo muszę się uczyć. Jutro bardziej się postaram.

}|{

środa, 19 października 2011

Środa.

Kolejny dzień diety, trzeci już. Czuję się nawet dobrze. Na śniadanie wypiłam herbatę, a na obiad zjadłam jabłko, małego banana i 2 śliwki. Rano zrobiłam 200 półbrzuszków, przed chwilą 100. Zaraz idę się przejść, bo dom mnie przytłacza. Matka czepia się że nic nie jem. Właśnie, że jem!

wtorek, 18 października 2011

Wtorek.

Mieliśmy dzisiaj lekcje z Łukaszem, bo jego kasa pojechała do kina, więc mogłam się na niego bezkarnie gapić,przez całe 6 godzin!
Wstałam o 7.20, więc musiałam odpuścić sobie ćwiczenia. Zjadłam kawałek suchej bułki, bo nie było sucharków. Ale tej bułki, to było serio malutko. Jakieś 1,5cmetrowa piętka. No i do tego herbatka. W szkole woda i 8 km szybkiego marszu w godzinę na fakultetach. Na obiad dwa gotowane jajka, potem skubu-skub trochę naleśnika, bo robiłam. Ale naprawdę, nie było go dużo. Potem ,,zjadłam" całego żując i wypluwając. Na kolację jogurt naturalny, kawałek kiełbasy, ale naprawdę taki tyci tyci kawałek, bo niestety w tym domu szynki brak. Do tego herbatka z cytryną.

Generalnie to zakład z koleżanką o to, że do końca roku będę ważyła 38 kg.
Oczywiście że będę ważyła, któż mógłby w to wątpić?}|{

poniedziałek, 17 października 2011

Japoński Cud.


W pierwszym tygodniu tracisz 7 kg, w drugim 700g dziennie. Nie wolno absolutnie spożywać: soli, cukru i alkoholu! Płyny są dozwolone do litra na dzień
Plan diety:

I dzień:
Śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy.
Obiad - 2 jajka na twardo.
Kolacja - kawałek mięsa i sałatka z cytryny.

II dzień:
śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy, kawałek sucharka.
Obiad - 2 jajka na twardo.
Kolacja - kawałek szynki herbata z cytryną i 1 kubek jogurtu.

III dzień:
Śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy.
Obiad - warzywa i owoce.
Kolacja- 2 jajka na twardo, szynka, sałatka.

IV dzień
Śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy.
Obiad - 2 jajka na twardo, szklanka soku z marchwi.
Kolacja- mięso, sałatka z cytryny.

V Dzień:
Śniadanie - rozdrobnione marchewki z cytryną.
Obiad - ryba pieczona.
Kolacja - nie jeść
VI dzień:
Śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy.
Obiad - 2 duże kawałki kurczaka i sałatka.
Kolacja - 2 jajka na twardo i rozdrobnione marchewki.

VII dzień:
Śniadanie - 1 kubek herbaty, kawy.
Obiad - kawałek mięsa i owoców.
Kolacja – to, na co masz ochotę!
Od siódmego do czternastego dnia diety powtarza się schemat diety.
Mięso w iliści do 200g zawsze gotowane!

Od siebie dodam, że mięso ma być chude. Ja dzisiaj zjadłam...sama nie wiem, coś ze świni. A ta sałatka cytrynowa, to sałata+sok z cytryny. Tak dla jasności :)

Poniedziałek.

Ładnie, grzecznie zjadłam mięsko i sałatkę. Dobre ze mnie dziecko nie ma co. Łał.
Hannah-Murray-Lulu-magazine-cassie-skins-6256222-631-937.jpg
Cóż, Cassie. Inspiracja sama w sobie.

Poniedziałek.

Zaczęłam dzisiaj dietę Japoński cud, która zakłada, że w tydzień schudnę 7 kg, a potem 700g dziennie.
Cóż postanowiłam przetestować. Rano grzecznie wyrzuciłam kanapki, a przed chwilą, na obiad, zjadłam 2 gotowane na twardo jajka. 
Koło mnie leży jabłko, ale nie mogę go zjeść. I chyba znalazłam genialny sposób, żeby nie jeść słodyczy i niepotrzebnych rzeczy. Otóż, muszę być na diecie. I to takiej z konkretnie ustalonymi posiłkami. Odmówiłam sobie dzisiaj malin, banana i właśnie teraz jabłka, tylko dla tego, że mój jadłospis ich nie przewiduje. Genialne. To takie proste. Więc pierwszy dzień diety prawie udany. Będę tylko musiała jakoś skombinować mięso na kolacje. Cóż, napiszę potem, jak będzie czas. Trzymajcie się chuudo <3

niedziela, 16 października 2011

Niedziela.

Cześć Motylki. Przez weekend raczej spokojnie, starałam się ograniczać do 700kcal. Dzisiaj rano waga pokazała 58.3 kg. Ładnie. Jeszcze nie idealnie, ale jest poprawa. Jako że muszę chudnąć od początku, zamieszczam moje byłe (i obecne) cele.

  • 58kg
  • 55kg
  • 53kg
  • 50kg
  • 48kg
  • 44kg
  • 40kg
Wstałam po ósmej i od razu zaczęłam czytać książkę ,,dieta (nie)życia". Bohaterka ma na imię Karolina, przez co mogę się z nią utożsamiać.Chciałam iść na niby śniadanie, ale skończyło się na tym, że musiałam zjeść jabłko i pół jajecznicy, bo matka wcześniej wróciła z kościoła i musiała mnie przypilnować. Eh. Tak, to umazałabym patelnie i po krzyku, dziecko zjadło, wszyscy szczęśliwi.
Od dzisiaj każdy mój obiad to bulion warzywny, który ma 13kcal w szklance. Tak więc mogę go jeść, ile wlezie.
Mogę już robić po 200 pół brzuszków na raz. Dodam że w poniedziałek robiłam ich po 30 trzy razy dziennie.
Ah, w końcu będę chuda. Kiedyś tam.

piątek, 14 października 2011

Piątek.

Mamy wolne od szkoły, więc siedzę przed komputerem. Muszę posprzątać w pokoju.
Trzeba przyznać, że przez ten tydzień trzymałam dietę, ale jadłam dziennie po 2 paczki chipsów :/, więc +300kcal. Jadłam pół śniadania,trochę obiadu, po dwa jabłka i troszeczkę kolacji. Generalnie to starałam się ograniczać do 800kcal.
Wstałam o 9 i zrobiłam całe 100brzuszków. W ogóle ćwiczenia weszły mi w nawyk. Wiem że jeżeli ćwiczę, to chudnę. A jeżeli chudnę, to jestem szczęśliwa. Powiedzmy, że mam w planie długą głodówkę, to następnej niedzieli. Czyli 9 dni, licząc z dzisiaj. Ale z drugiej strony, nie chcę robić całkowitej głodówki, więc myślałam o tym, żeby jeść rano tylko jogurt naturalny, oszukać z obiadem i nie jeść kolacji.
Mam na weekend baardzo dużo pracy domowej. Po co dają nam wolne, skoro i tak musimy się uczyć. Generalnie to tak: tekst na pamięć o wielkiej brytanii i masa zadań domowych, z niemca podobnie, tyle że bez tekstu, a z reszty przedmiotów zadane też nie mało. Więc te trzy dni najprawdopodobniej spędzę na nauce. Ale mam w tym swój cel: nauka>internat/mieszkanie>brak kontroli. Mama mówi, że moja Ciocia chce wynająć swoje dwupokojowe mieszkanie, więc jak byśmy z koleżankami... Cóż, to byłaby idealna opcja. Niech żyje wolność i swoboda.
Jutro impreza. Nie piję, bo wódka ma kalorie. A kalorie są złe, bo od nich się tyje. Tyć nie wolno.
58.7kg, przez te chipsy i podjadanie.
Muszę posprzątać, może coś tam spalę.

środa, 12 października 2011

Środa.

Tak, wiem że pisałam ostatnio kilkadziesiąt lat temu, ale zrobiłam sobie przerwę. Było to błędem, bo dzisiaj rano ważyłam 58.8 kg. Szkoda że przez wakacje powróciłam do dawnej wagi.
Jest jesień, liście spadają z drzew i wszyscy narzekają na brzydką pogodę. Jak dla mnie pogoda jesienią jest idealna. Lubię jak jest zimno, mokro, wietrznie, szaro i w ogóle dodupnie. Może i jestem dziwna, ale trudno.
Sporo się u mnie dzieje ostatnio.
Będzie z trzy tygodnie temu siedziałam sobie na przerwie z koleżanką. Podeszli do nas Łukasz (bujałam się w nim jakoś na wiosnę) i Kamil (a w niem to bodajże w 5 i 6 klasie). No i gadamy. Gadamy. Ja oczywiście mina WTF bo tak w sumie to na co dzień raczej nie gadamy. Więc dowiedziałam się że ,,spodobałam się ich koledze bo się stałam taka fajniejsza itd". No łał. Tym kolegą okazał się Staszek (w tym to się bujam od 1 klasy gim.)No to łał x2. Pojechałam do przyjaciółki, wypiłyśmy herbatę i ona napisała do niego, czy to prawda. Wykręcił się. Ale po jakimś czasie przycisnęła go i powiedział, że nie chce żeby cała szkoła o tym wiedziała. Potem zebrałam się na odwagę i do niego napisałam. Zapytałam się czy coś jest na rzeczy, on na to że ,,nie znamy się, więc ...ble bla bla". Zakończyłam rozmowę, bo byłam wkurwiona. No i tyle. Przez niego właśnie te moje ostatnie problemy psychiczno-emocjonalne i wgl.
Wczoraj matka zaciągnęła mnie do psycholożki, bo się tnę. I najprawdopodobniej będę musiała chodzić do niej co jakiś czas. Nie jest zła, powiem że nawet fajna. No nic. Od poniedziałku staram się jeść tak, jak powinnam. Czyli pół śniadania, trochę obiadu i jakaś tam kolacja. Generalnie staram się jeść jak najmniej, żeby skurczył mi się żołądek. Do tego codziennie rano, w południe i wieczorem robię po 30 brzuszków, ale chyba zwiększę ich ilość do 50. To by było na tyle. Wracam. }|{