czwartek, 29 grudnia 2011

Czwartek.

Cóż.Chyba wypada w końcu coś napisać. Jako że oglądam właśnie ,,pamiętniki..." i mam limit, to tak mnie jakoś natchnęło.
Idzie mi baaardzo średnio. Staram się ćwiczyć. Raczej nie jem nic, poza słodyczami. Tsa, święta. Błagałam, prosiłam zabierzcie mi to z oczu. Ale nie. Bo nasze dziecko musi ważyć 80kg, prawda?
Czwarta rano, powinnam już spać.
W poniedziałek szkoła, dużo zadane. Mobilizuję się do nauki od soboty. Sprzątanie doszło do skutku dzisiaj, więc przynajmniej jeden problem z głowy. Nie wiem ile jest. 58? Coś koło tego.
Przydałyby się jakieś postanowienia na nowy rok. W punktach chyba będzie tak bardziej...nie wiem, zapomniałam słowa...poważnie? nie, to nie to, ale niech będzie. Poważnie.

  • W końcu zacząć się zachowywać jak Motylek.
  • Podnieść średnią do 4,5.
  • Osiągnąć 40kg do końca roku, a przynajmniej 50 do maja.
  • Nie jeść absolutnie żadnych słodyczy.
  • Dać sobie spokój z chłopakami (z ukierunkowaniem na Stasia).
  • Zacząć liczyć kalorie i regularnie prowadzić dziennik i bloga.
  • Ćwiczyć co najmniej 2 godziny dziennie.
  • Nie ciąć się.
  • Przejść na ścisłą dietę z głodówką w piątki.
  • Mieć kontrolę.
  • Ustabilizować się emocjonalnie.
  • Być.
Dwanaście postanowień, jak dwunastka na końcu roku. Wszystkie możliwe do zrealizowania i wszystkie takie, jakie powinny być. Wymagające i trwałe. Wieczne.

czwartek, 15 grudnia 2011

Czwartek.

Wiem, że mnie nienawidzisz. Chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo. Myślisz że mnie lubisz, ale robisz wszystko, by mnie zranić. Wiesz jak bardzo mnie ranisz? Nie wiesz.
I się nie dowiesz. Przecież nie zagadam. Po co. Żebyś był miły z grzeczności, czy żebyś zapytał mnie, jak tam w szkole. Czy ja kiedykolwiek coś Ci zrobiłam?Po prostu bujałam się w Tobie od pierwszej klasy. No ale serio, nie miałam nawet odwagi zaprosić Cię na facebooku, więc raczej nie odczuwałeś narzucania się z mojej strony.
Więc pytam, do kurwy nędzy za co to? Po co pisałeś?
Ale nie, teraz jest jeszcze lepiej. Przecież zapomniałam dodać, że mam PERFEKCYJNĄ przyjaciółkę. Reszty możecie się domyślić. Staszek+ Dagmara= idealna para.
Wbijcie na mój pogrzeb.

Myślałam że takie rzeczy zdarzają się  na blogach zakochanych nastolatek-pojebusek. Ale nie, to musiało zdarzyć się w moim życiu. Przyjaciółka którą znam od przedszkola, z którą spędziłam najpiękniejsze lata mojego dzieciństwa staje sie obiektem uczuć chłopaka, którego kocham.Ale najlepsze, ona uważa że wszystko jest w porządku. Oczywiście. Kolega z klasy nie posyła namiętnych spojrzeń. Kolega z klasy nie gada z Tobą na dworze. Założę się, że teraz pewnie masz na sobie jego kurtkę, bo wyszłaś w krótkim rękawku.Tylko czemu ja muszę na to patrzeć? Za co?
Nie rozumiem.

czwartek, 8 grudnia 2011

Czwartek.

Cały brzuch w ranach. Jedyne miejsce, którego nikt nie widzi. Cichy azyl.
Cierpię, a Ty o tym nie wiesz.
Co myślisz?
Że u mnie wszystko dobrze, prawda. Prawie mnie nie znasz. Miesiąc temu do mnie napisałeś. Napisałeś, a wszystko co budowałam runęło. Przyszedłeś, namieszałeś i uznałeś że nie jestem Ciebie warta. A ja się zbieram. Abo raczej; kiedyś się pozbieram. Wiesz, przyzwyczaiłam się do tego pisania z Tobą. Tęsknię za tymi jebanymi buziaczkami w smsach na dobranoc. Jest mi tego tak strasznie brak. Pozbawiłeś mnie serca, pozbawiłeś mnie życia. Gdzie jest moja dusza? Gdzie są moje marzenia? Wszystkie odeszły razem z Tobą. 
Nie wiesz, co się dzieje w moim wnętrzu, prawda? Myślisz, że jak wyślesz mi zaczepkę na facebooku i powiesz mi cześć w szkole, bez patrzenia mi w oczy, to wszystko będzie ok?
Wiesz ile czekałam na to, że do mnie napiszesz? Dwa lata. Dwa lata, aż mnie zauważysz. Ale cóż, szczęście nie trwa wiecznie, prawda? Mi dany był tydzień szczęścia. Tydzień myślenia, że naprawdę jesteś mną zainteresowany. Mimo tego, że jestem gruba, brzydka i psychiczna. 
Tak bardzo Cię potrzebuję. Nie Twojej jebanej popularności i zajebistości. Ja potrzebuję CIEBIE. Twojej jebanej osoby, która powie mi że wszystko będzie dobrze. Twojego jebanego zewnętrznego chłodu, inteligencji, zaradności, naturalności i niepewności siebie. Twojego jebanego zaangażowania w jebane związki i jebane uczucia, których nie potrafisz wyrażać.
Mam wrażenie , że znam Cię od lat. 
Dlaczego chociaż raz, nie może być jak w jebanej bajce? 
Zaproś mnie jutro po szkole na pizze, której nie będę chciała jeść. Powiedz, że masz coś do mnie. Że Ci na mnie zależy. Zapytaj, czy ja też jestem zainteresowana. Czy spróbujemy, chociaż się nie znamy.
Błagam Cię, umieram.

(wiem, pojebana jestem)

niedziela, 4 grudnia 2011

Niedziela.

Na śniadanie zjadłam pół bułki z białą kiełbasą i wypiłam herbatę. Przed chwilą jabłko. Mam masę lekcji u zero chęci. Nie wiem właściwie, czy iść jutro do szkoły, czy nie. Eh. Zjebanie.

Niedziela.

Parę minut przed pierwszą.
Dziwny dzień. Wczoraj też.
Pisałam wczoraj z KIMŚ KTO MNIE NIE INTERESUJE no i cóż. Parę czerwonych kresek na dekolcie, biodrach i żebrach jest.
Rano, o dziwno, lepiej. Chciałam posprzątać w pokoju, ale z moim zapałem.. ;/
Byłam u koleżanki. Na fecebooku znowu afera, czego to ja nie piję i nie palę. No ale cóż.
Jem zbyt dużo, by o tym pisać. Czy mogę się jeszcze nazywać motylem? Nie. Zdecydowanie nie.
Nie przestrzegam żadnych zasad. Nie robię nic, by być bliżej celu. Nie staram się wystarczająco mocno.
Potrzebuję motywacji, kopa w dupę i do przodu.
Do sylwestra 50 kg i ani grama więcej.

Ave.