Wspaniały, piękny, poniedziałkowy poranek. Na szczęście nie mamy lekcji. Pisanie bloga= w moim przypadku, katastrofa. Przepraszam.
Nie wiem czy ktoś w ogóle to czyta.
W każdym razie, przepraszam Was, a może samą siebie.
W sumie to i tak nie mam o czym pisać. W końcu ile można opowiadać o Panu S. , diecie, której, tak na dobrą sprawę brak, czy innych nudnych rzeczach.
Hm, jednak muszę przyznać, że wczorajszy dzień należał do ciekawych.
Pan J. , pamiętacie go? Tak więc Pan J. zaprosił mnie wczoraj na mecz. Ogarnęłam się, obdzwoniłam 786487926 koleżanek, ale niestety, żadna nie miała czasu. Cóż, trudno, pierdolę, idę sama!
No nic, wystroiłam się, wzięłam kasę, idę. Tzn jadę. Wujek mnie podwiózł. Okej, jestem na meczu, świetnie się bawię(nie), wiem kto wygrywa(nie), ogólnie ogarniam po co ci ludzie biegają po boisku (nie), wiem co to spalony(tak).Po jakimś czasie dołączyła się do mnie koleżanka, bo znalazła czas for me. Hm, dowiedziałam się że Pan J. na boisku przypomina Ronaldo :D W sumie, to nawet racja- identyczne pozy.
W każdym razie strzelił jednego gola :) Ale i tak przejebali 1:8.
Co ja robię, piszę o meczu.
Dobra, więc tak. Załatwiłyśmy z kumpelą bro, wypiłyśmy po jednym w pełnym słońcu (nie-na-wi-dzę mojej słabej głowy) no i tak jakoś zgadaliśmy się z Panem J, że idziemy do mojego własnego prywatnego sklepu po fajki. No więc poszliśmy, wracamy (z 4 km zrobiliśmy). Biedy Pan J. musiał nieść moją torebkę. Cóż, 6 piw trochę waży.
Dobra, siedzimy na ławce, gadamy, bawimy się. W sumie, to we dwoje, bo kumpela odleciała ;] Jakiś czas później poszła na stronę, a my
TERAZ BĘDZIE DOBRE!
zaczęliśmy się całować. Lol.
Potem jeszcze raz, jak odprowadziliśmy koleżankę, na pożegnanie.
Komentarze pozostawię Wam :)
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
środa, 4 kwietnia 2012
Środa.
OMG, OMG, OMG, poszłam na jogging, muszę to opisać na blogu!
Spociłam się jak świnia, większość czasu szłam, robiłam przerwy co 30s, ale jogging to jogging.
Cóż. Wstałam późno, zżarłam chipsy, jedno kinder bueno, zupkę chińską na sucho i bułkę z dżemem. Niestety próba zwymiotowania tego szajsu zakończyła się niepowodzeniem. Wypiłam 2 szklanki senesu, trochę ćwiczyłam. Dzień spędziłam więc na opierdalaniu się i żarciu.
Przyszły moje conversy.
Związek D i S znowu kwitnie, a Pan S. twardo upiera się że kocha D. Nie wtrącam się więcej. Skoro on jest szczęśliwy, to ja też powinnam być.
Wyglądam jak świnia. Pewnie dlatego mnie nie chce. A jeszcze rok temu tak dobrze mi szło. Miałam kontrolę, znałam swoje cele..potrafiłam się pohamować. Byłam taka szczęśliwa, kiedy odmawiałam sobie jedzenia. Taka silna.
Gdy człowiek koncentruje się na jedzeniu inne rzeczy stają się nieważne. Prawdziwy motylek nie przyjmuje się ocenami, rodzicami, uczuciami. Ma swój świat. Ja kolejny raz muszę zacząć budować mój świat.75346587326587628 raz i pewnie nie ostatni. Wszyscy to wiemy. Pan S. znowu poczuje chęć powrotu, a ja chętnie i ochoczo zburzę wszystkie mury, które uda mi się zbudować. Niestety, tak już musi być. Osoba którą kocham może w jednej chwili wtargnąć do mojego życia, a kilka dni później po prostu sobie wyjść. A ja na to pozwalam. Dlaczego? Ah, no tak, zapomniałabym!Przecież go kocham.
Spociłam się jak świnia, większość czasu szłam, robiłam przerwy co 30s, ale jogging to jogging.
Cóż. Wstałam późno, zżarłam chipsy, jedno kinder bueno, zupkę chińską na sucho i bułkę z dżemem. Niestety próba zwymiotowania tego szajsu zakończyła się niepowodzeniem. Wypiłam 2 szklanki senesu, trochę ćwiczyłam. Dzień spędziłam więc na opierdalaniu się i żarciu.
Przyszły moje conversy.
Związek D i S znowu kwitnie, a Pan S. twardo upiera się że kocha D. Nie wtrącam się więcej. Skoro on jest szczęśliwy, to ja też powinnam być.
Wyglądam jak świnia. Pewnie dlatego mnie nie chce. A jeszcze rok temu tak dobrze mi szło. Miałam kontrolę, znałam swoje cele..potrafiłam się pohamować. Byłam taka szczęśliwa, kiedy odmawiałam sobie jedzenia. Taka silna.
Gdy człowiek koncentruje się na jedzeniu inne rzeczy stają się nieważne. Prawdziwy motylek nie przyjmuje się ocenami, rodzicami, uczuciami. Ma swój świat. Ja kolejny raz muszę zacząć budować mój świat.75346587326587628 raz i pewnie nie ostatni. Wszyscy to wiemy. Pan S. znowu poczuje chęć powrotu, a ja chętnie i ochoczo zburzę wszystkie mury, które uda mi się zbudować. Niestety, tak już musi być. Osoba którą kocham może w jednej chwili wtargnąć do mojego życia, a kilka dni później po prostu sobie wyjść. A ja na to pozwalam. Dlaczego? Ah, no tak, zapomniałabym!Przecież go kocham.
Wtorek.
Brakuje mi pisania.Chyba potrzebuję tego. Zawsze wtedy łatwiej, lżej trochę. Mimo iż mam masę przyjaciółek którym mogę się wygadać, to chyba jednak mówienie o tym mojemu internetowemu pamiętnikowi bardziej pomaga.
Marzec był miesiącem rozpoczętym i zakończonym absolutnie idealnie. Drugiego dnia marca przeszłam się za rękę z S. To co się działo ostatniego dnia marca niestety musi być przeze mnie zapomniane. Tak ustaliliśmy.
Ja i on.
31 marca. Ten dzień zapamiętam na bardzo długo, mimo iż oficjalnie wymazałam go z mojej pamięci.Wracanie do tego po raz kolejny, sprawia mi okropny ból. Ale pragnę z całego serca zachować każdy szczegół tego dnia w mojej pamięci.Dlatego też opiszę go. Nie opowiem Wam o nim jednak tylko prawdy. Zabarwię go moimi wszystkimi uczuciami. Opowiem go takim, jakim go zapamiętałam.
Wstałam..cóż. Rano. Jeszcze poprzedniej nocy nałożyłam na włosy mnóstwo odżywki. Po przebudzeniu od razu zaczęłam starać się o to, by wyglądać wręcz idealnie. Pomalowałam paznokcie na lazurowy odcień niebieskiego, umyłam włosy, wykąpałam się. Wylałam na siebie mój ulubiony perfum ,,Playboy-lovely", zrobiłam maseczkę, włączyłam muzykę. Zrelaksowałam się. Wyprostowałam włosy i sprawiłam sobie delikatny, lecz dopracowany w każdym calu makijaż. Ubrałam się w miliard warstw czarnych ubrań, ponieważ w nocy miało być zimno. Wyglądałam perfekcyjnie.
Spakowałam ubrania, bo miałam spać u koleżanki. Zjadłam jajecznicę z ogromną ilością masła. Wiadomo- trik by wolniej się upić. Jedzenie i tłuszcz. Nawet nie żałowałam.
Do Dagi podwiózł mnie tata. Włączyłyśmy telewizję i oglądałyśmy kanały muzyczne.
Właściwie.. byliśmy wtedy z S. w stosunkach..hm, koleżeńskich. Raz po szkole poszliśmy na papierosa, oczywiście w towarzystwie przyjaciół. Sporadycznie mówiliśmy sobie ,,hej". Zdarzyło nam się pogadać. Niestety on miał dziewczynę. I nadal ją ma. Miał ją również podczas trwania naszej szalonej imprezki.
Planowaliśmy ją od tygodnia. Plac zabaw, picie, palenie. Cóż, bycie szesnastolatkiem ma swoje specyfiki.Cieszyłam się na nią jak dziecko.
Anomalie pogodowe tego dnia wręcz przerażały. Deszcz, grad i śnieg. Wszystko co najlepsze. Błagałam los żeby impreza się odbyła. Przez cały dzień smsowaliśmy z S. ogólnie o imprezie i o tym czy się odbędzie.
Tak więc w końcu dostałam wiadomość że są już blisko. On i jego przyjaciel.
Byliśmy już w komplecie, w salonie u dziadków Dagi, u których miałyśmy spać. Podałeś mi rękę na powitanie. Zerkaliśmy na siebie. Wyszliśmy. Na miejscu dałeś mi 10zł, jednoznacznie mianując skarbnikiem. Cóż. Zebrało się sporo kasy. W sumie wyszło nam 17 piw i paczka fajek. Plus reszta.
Imprezę czas zacząć.
Wszyscy byli po papierosie i piwie, kiedy ja zaczynałam moje pierwsze. W trakcie przyjaciel S. zaczął opowiadać jakiś miejscowy horror. S. cały czas mu przerywał. Jakie to urocze. Pamiętam że najpierw cały czas się do niego przybliżałam, potem w końcu siedziałam dokładnie obok miejsca, w którym on stał. On był już trochę wstawiony, ja natomiast cały czas trzeźwa (żarcie dało efekty) Jakoś tak zapytałam czy mogę położyć głowę na jego ramieniu. Zgodził się. Czułam jego twarz przy mojej. Oparł głowę o moją. Potem wzięliśmy się za ręce. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Wiedziałam że jest mu zimno. Wstałam i objęłam go. Chciałam żeby było mu ciepło. Wszyscy przecież wiemy jak go kocham. W końcu usiedliśmy na ławkę. Obejmując mnie palił papierosa. Pozwalał mi się do siebie przytulić. W końcu założyłam nogi na jego nogę. Trzymaliśmy się za ręce i piliśmy piwo w puszce. To było...jak zapłata za całe moje cierpienie, którego doświadczyłam, przez jego związek. Było nam razem tak..idealnie. Nasze twarze były tak blisko siebie. Niczego nie brakowało mi już do szczęścia. Zaproponowałam mu spacer. Dokończył papierosa i poszliśmy. Było sporo zamieszania o to, po której stronie mam iść. Było mu naprawdę zimno, mnie zresztą też. Przeszliśmy przez las i usiedliśmy na ławce przy ulicy. W sumie to na oparciu ławki. I nie mówiliśmy nic. Milczenie z S. było właśnie tym, czego najbardziej potrzebowałam. Patrzeliśmy na półksiężyc i padający śnieg. Jeden płatek osiadł na moim rękawie, a on tak uroczo go strzepnął. Mówiliśmy coś, sporadycznie. Ustaliliśmy, że będziemy machać do przejeżdżających samochodów, jednak nie byliśmy konsekwentni. Tak łatwo zapomnieliśmy. Patrzeliśmy się sobie w oczy i rozmawialiśmy o przyszłości.Pochwalił mój zapach. Powiedziałam że chcę być milionerką. On uznał, że zamieszka ze mną i będzie darmozjadem. Zgodziłam się. Gdy zeszliśmy na temat marzeń, półgłosem uświadomiłam mu, że marzenie musi być nierealne. Wówczas, kiedy się do niego dojdzie, wszystkim, którzy w nie nie wierzyli, opadnie szczęka. Do marzeń należy dążyć. Swoim marzeniom trzeba poświęcić całe życie. Musieliśmy wracać, jednak nasi koledzy nas wyprzedzili. Oboje poszliśmy na stronę :]
Gdy wróciłam machinalnie usiadłam obok i przyjęliśmy najwspanialszą pozycję, w jakiej kiedykolwiek sie znajdowałam. Moje nogi były przewieszone przez jego, jedna ręka dotykała jego karku, a druga była spleciona z jego palcami. S obejmował mnie. Dotykał moich włosów, pieścił twarz. Nasze czoła i nocy stykały się. Gdy tak siedzieliśmy czułam, że czas sie zatrzymał. Że nie istnieje nic poza mną i nim. Nie odczuwałam zimna, nie docierały do mnie rozmowy prowadzone przez naszych przyjaciół. Byliśmy tylko ja i on w moim idealnym świecie. Czy rozmawialiśmy? Nie, raczej nie. Powiedziałam mu, że ma strasznie gęste włosy. Dowiedziałam się, że codziennie musi je układać i chce je ściąć. Dostał jasny sprzeciw. Pochwaliłam jego brwi i ogromne oczy. Powiedział że moje też są ładne, takie delikatne. Było tak cudownie być tak blisko niego. Tak..no po prostu perfekcyjnie. To było takie słodkie jak kładł twarz na moim ramieniu, albo jak rozpiął mi kurtkę, pogładził po obojczykach i dotykał karku i pleców.
Boże.
Odprowadził mnie za rękę pod dom. W międzyczasie dzwonił po tatę. Niestety nie było buzi. Skończyliśmy na uścisku i ,,dobranoc". Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie aż do końca następnego dnia.
Napisał że przeprasza, zachował się nie fair wobec tej swojej, że żałuje, że mu głupio. Powiedziałam że nie ma sprawy, możemy o tym zapomnieć. W końcu doszło do tego że oficjalnie zerwaliśmy naszą znajomość, bo tak będzie przecież lepiej dla jego ,,związku". Genialnie.
Nie poszłam do szkoły, bo po co.
Dadze powiedział, że kocha tę swoją, że to nie jest zauroczenie. Cóż.
Cóż, o ile mi wiadomo, nie zdradza się osoby, którą się kocha. Ale może w jego świecie jest inaczej.
Marzec był miesiącem rozpoczętym i zakończonym absolutnie idealnie. Drugiego dnia marca przeszłam się za rękę z S. To co się działo ostatniego dnia marca niestety musi być przeze mnie zapomniane. Tak ustaliliśmy.
Ja i on.
31 marca. Ten dzień zapamiętam na bardzo długo, mimo iż oficjalnie wymazałam go z mojej pamięci.Wracanie do tego po raz kolejny, sprawia mi okropny ból. Ale pragnę z całego serca zachować każdy szczegół tego dnia w mojej pamięci.Dlatego też opiszę go. Nie opowiem Wam o nim jednak tylko prawdy. Zabarwię go moimi wszystkimi uczuciami. Opowiem go takim, jakim go zapamiętałam.
Wstałam..cóż. Rano. Jeszcze poprzedniej nocy nałożyłam na włosy mnóstwo odżywki. Po przebudzeniu od razu zaczęłam starać się o to, by wyglądać wręcz idealnie. Pomalowałam paznokcie na lazurowy odcień niebieskiego, umyłam włosy, wykąpałam się. Wylałam na siebie mój ulubiony perfum ,,Playboy-lovely", zrobiłam maseczkę, włączyłam muzykę. Zrelaksowałam się. Wyprostowałam włosy i sprawiłam sobie delikatny, lecz dopracowany w każdym calu makijaż. Ubrałam się w miliard warstw czarnych ubrań, ponieważ w nocy miało być zimno. Wyglądałam perfekcyjnie.
Spakowałam ubrania, bo miałam spać u koleżanki. Zjadłam jajecznicę z ogromną ilością masła. Wiadomo- trik by wolniej się upić. Jedzenie i tłuszcz. Nawet nie żałowałam.
Do Dagi podwiózł mnie tata. Włączyłyśmy telewizję i oglądałyśmy kanały muzyczne.
Właściwie.. byliśmy wtedy z S. w stosunkach..hm, koleżeńskich. Raz po szkole poszliśmy na papierosa, oczywiście w towarzystwie przyjaciół. Sporadycznie mówiliśmy sobie ,,hej". Zdarzyło nam się pogadać. Niestety on miał dziewczynę. I nadal ją ma. Miał ją również podczas trwania naszej szalonej imprezki.
Planowaliśmy ją od tygodnia. Plac zabaw, picie, palenie. Cóż, bycie szesnastolatkiem ma swoje specyfiki.Cieszyłam się na nią jak dziecko.
Anomalie pogodowe tego dnia wręcz przerażały. Deszcz, grad i śnieg. Wszystko co najlepsze. Błagałam los żeby impreza się odbyła. Przez cały dzień smsowaliśmy z S. ogólnie o imprezie i o tym czy się odbędzie.
Tak więc w końcu dostałam wiadomość że są już blisko. On i jego przyjaciel.
Byliśmy już w komplecie, w salonie u dziadków Dagi, u których miałyśmy spać. Podałeś mi rękę na powitanie. Zerkaliśmy na siebie. Wyszliśmy. Na miejscu dałeś mi 10zł, jednoznacznie mianując skarbnikiem. Cóż. Zebrało się sporo kasy. W sumie wyszło nam 17 piw i paczka fajek. Plus reszta.
Imprezę czas zacząć.
Wszyscy byli po papierosie i piwie, kiedy ja zaczynałam moje pierwsze. W trakcie przyjaciel S. zaczął opowiadać jakiś miejscowy horror. S. cały czas mu przerywał. Jakie to urocze. Pamiętam że najpierw cały czas się do niego przybliżałam, potem w końcu siedziałam dokładnie obok miejsca, w którym on stał. On był już trochę wstawiony, ja natomiast cały czas trzeźwa (żarcie dało efekty) Jakoś tak zapytałam czy mogę położyć głowę na jego ramieniu. Zgodził się. Czułam jego twarz przy mojej. Oparł głowę o moją. Potem wzięliśmy się za ręce. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Wiedziałam że jest mu zimno. Wstałam i objęłam go. Chciałam żeby było mu ciepło. Wszyscy przecież wiemy jak go kocham. W końcu usiedliśmy na ławkę. Obejmując mnie palił papierosa. Pozwalał mi się do siebie przytulić. W końcu założyłam nogi na jego nogę. Trzymaliśmy się za ręce i piliśmy piwo w puszce. To było...jak zapłata za całe moje cierpienie, którego doświadczyłam, przez jego związek. Było nam razem tak..idealnie. Nasze twarze były tak blisko siebie. Niczego nie brakowało mi już do szczęścia. Zaproponowałam mu spacer. Dokończył papierosa i poszliśmy. Było sporo zamieszania o to, po której stronie mam iść. Było mu naprawdę zimno, mnie zresztą też. Przeszliśmy przez las i usiedliśmy na ławce przy ulicy. W sumie to na oparciu ławki. I nie mówiliśmy nic. Milczenie z S. było właśnie tym, czego najbardziej potrzebowałam. Patrzeliśmy na półksiężyc i padający śnieg. Jeden płatek osiadł na moim rękawie, a on tak uroczo go strzepnął. Mówiliśmy coś, sporadycznie. Ustaliliśmy, że będziemy machać do przejeżdżających samochodów, jednak nie byliśmy konsekwentni. Tak łatwo zapomnieliśmy. Patrzeliśmy się sobie w oczy i rozmawialiśmy o przyszłości.Pochwalił mój zapach. Powiedziałam że chcę być milionerką. On uznał, że zamieszka ze mną i będzie darmozjadem. Zgodziłam się. Gdy zeszliśmy na temat marzeń, półgłosem uświadomiłam mu, że marzenie musi być nierealne. Wówczas, kiedy się do niego dojdzie, wszystkim, którzy w nie nie wierzyli, opadnie szczęka. Do marzeń należy dążyć. Swoim marzeniom trzeba poświęcić całe życie. Musieliśmy wracać, jednak nasi koledzy nas wyprzedzili. Oboje poszliśmy na stronę :]
Gdy wróciłam machinalnie usiadłam obok i przyjęliśmy najwspanialszą pozycję, w jakiej kiedykolwiek sie znajdowałam. Moje nogi były przewieszone przez jego, jedna ręka dotykała jego karku, a druga była spleciona z jego palcami. S obejmował mnie. Dotykał moich włosów, pieścił twarz. Nasze czoła i nocy stykały się. Gdy tak siedzieliśmy czułam, że czas sie zatrzymał. Że nie istnieje nic poza mną i nim. Nie odczuwałam zimna, nie docierały do mnie rozmowy prowadzone przez naszych przyjaciół. Byliśmy tylko ja i on w moim idealnym świecie. Czy rozmawialiśmy? Nie, raczej nie. Powiedziałam mu, że ma strasznie gęste włosy. Dowiedziałam się, że codziennie musi je układać i chce je ściąć. Dostał jasny sprzeciw. Pochwaliłam jego brwi i ogromne oczy. Powiedział że moje też są ładne, takie delikatne. Było tak cudownie być tak blisko niego. Tak..no po prostu perfekcyjnie. To było takie słodkie jak kładł twarz na moim ramieniu, albo jak rozpiął mi kurtkę, pogładził po obojczykach i dotykał karku i pleców.
Boże.
Odprowadził mnie za rękę pod dom. W międzyczasie dzwonił po tatę. Niestety nie było buzi. Skończyliśmy na uścisku i ,,dobranoc". Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie aż do końca następnego dnia.
Napisał że przeprasza, zachował się nie fair wobec tej swojej, że żałuje, że mu głupio. Powiedziałam że nie ma sprawy, możemy o tym zapomnieć. W końcu doszło do tego że oficjalnie zerwaliśmy naszą znajomość, bo tak będzie przecież lepiej dla jego ,,związku". Genialnie.
Nie poszłam do szkoły, bo po co.
Dadze powiedział, że kocha tę swoją, że to nie jest zauroczenie. Cóż.
Cóż, o ile mi wiadomo, nie zdradza się osoby, którą się kocha. Ale może w jego świecie jest inaczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
