środa, 4 kwietnia 2012

Wtorek.

 Brakuje mi pisania.Chyba potrzebuję tego. Zawsze wtedy łatwiej, lżej trochę. Mimo iż mam masę przyjaciółek którym mogę się wygadać, to chyba jednak mówienie o tym mojemu internetowemu pamiętnikowi bardziej pomaga.
 Marzec był miesiącem rozpoczętym i zakończonym absolutnie idealnie. Drugiego dnia marca przeszłam się za rękę z S. To co się działo ostatniego dnia marca niestety musi być przeze mnie zapomniane. Tak ustaliliśmy.
Ja i on.
31 marca. Ten dzień zapamiętam na bardzo długo, mimo iż oficjalnie wymazałam go z mojej pamięci.Wracanie do tego po raz kolejny, sprawia mi okropny ból. Ale pragnę z całego serca zachować każdy szczegół tego dnia w mojej pamięci.Dlatego też opiszę go. Nie opowiem Wam o nim jednak tylko prawdy. Zabarwię go moimi wszystkimi uczuciami. Opowiem go takim, jakim go zapamiętałam.

Wstałam..cóż. Rano. Jeszcze poprzedniej nocy nałożyłam na włosy mnóstwo odżywki. Po przebudzeniu od razu zaczęłam starać się o to, by wyglądać wręcz idealnie. Pomalowałam paznokcie na lazurowy odcień niebieskiego, umyłam włosy, wykąpałam się. Wylałam na siebie mój ulubiony perfum ,,Playboy-lovely", zrobiłam maseczkę, włączyłam muzykę. Zrelaksowałam się. Wyprostowałam włosy i sprawiłam sobie delikatny, lecz dopracowany w każdym calu makijaż. Ubrałam się w miliard warstw czarnych ubrań, ponieważ w nocy miało być zimno. Wyglądałam perfekcyjnie.
Spakowałam ubrania, bo miałam spać u koleżanki. Zjadłam jajecznicę z ogromną ilością masła. Wiadomo- trik by wolniej się upić. Jedzenie i tłuszcz. Nawet nie żałowałam.
Do Dagi podwiózł mnie tata. Włączyłyśmy telewizję i oglądałyśmy kanały muzyczne.

Właściwie.. byliśmy wtedy z S. w stosunkach..hm, koleżeńskich. Raz po szkole poszliśmy na papierosa, oczywiście w towarzystwie przyjaciół. Sporadycznie mówiliśmy sobie ,,hej". Zdarzyło nam się pogadać. Niestety on miał dziewczynę. I nadal ją ma. Miał ją również podczas trwania naszej szalonej imprezki.

Planowaliśmy ją od tygodnia. Plac zabaw, picie, palenie. Cóż, bycie szesnastolatkiem ma swoje specyfiki.Cieszyłam się na nią jak dziecko.

Anomalie pogodowe tego dnia wręcz przerażały. Deszcz, grad i śnieg. Wszystko co najlepsze. Błagałam los żeby impreza się odbyła. Przez cały dzień smsowaliśmy z S. ogólnie o imprezie i o tym czy się odbędzie.

Tak więc w końcu dostałam wiadomość że są już blisko. On i jego przyjaciel.
Byliśmy już w komplecie, w salonie u dziadków Dagi, u których miałyśmy spać. Podałeś mi rękę na powitanie. Zerkaliśmy na siebie. Wyszliśmy. Na miejscu dałeś mi 10zł, jednoznacznie mianując skarbnikiem. Cóż. Zebrało się sporo kasy. W sumie wyszło nam 17 piw i paczka fajek. Plus reszta.
Imprezę czas zacząć.
Wszyscy byli po papierosie i piwie, kiedy ja zaczynałam moje pierwsze. W trakcie przyjaciel S. zaczął opowiadać jakiś miejscowy horror. S. cały czas mu przerywał. Jakie to urocze. Pamiętam że najpierw cały czas się do niego przybliżałam, potem w końcu siedziałam dokładnie obok miejsca, w którym on stał. On był już trochę wstawiony, ja natomiast cały czas trzeźwa (żarcie dało efekty) Jakoś tak zapytałam czy mogę położyć głowę na jego ramieniu. Zgodził się. Czułam jego twarz przy mojej. Oparł głowę o moją. Potem wzięliśmy się za ręce. Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Wiedziałam że jest mu zimno. Wstałam i objęłam go. Chciałam żeby było mu ciepło. Wszyscy przecież wiemy jak go kocham. W końcu usiedliśmy na ławkę. Obejmując mnie palił papierosa. Pozwalał mi się do siebie przytulić. W końcu założyłam nogi na jego nogę. Trzymaliśmy się za ręce i piliśmy piwo w puszce. To było...jak zapłata za całe moje cierpienie, którego doświadczyłam, przez jego związek. Było nam razem tak..idealnie. Nasze twarze były tak blisko siebie. Niczego nie brakowało mi już do szczęścia. Zaproponowałam mu spacer. Dokończył papierosa i poszliśmy. Było sporo zamieszania o to, po której stronie mam iść. Było mu naprawdę zimno, mnie zresztą też. Przeszliśmy przez las i usiedliśmy na ławce przy ulicy. W sumie to na oparciu ławki. I nie mówiliśmy nic. Milczenie z S. było właśnie tym, czego najbardziej potrzebowałam. Patrzeliśmy na półksiężyc i padający śnieg. Jeden płatek osiadł na moim rękawie, a on tak uroczo go strzepnął. Mówiliśmy coś, sporadycznie. Ustaliliśmy, że będziemy machać do przejeżdżających samochodów, jednak nie byliśmy konsekwentni. Tak łatwo zapomnieliśmy. Patrzeliśmy się sobie w oczy i rozmawialiśmy o przyszłości.Pochwalił mój zapach. Powiedziałam że chcę być milionerką. On uznał, że zamieszka ze mną i będzie darmozjadem. Zgodziłam się. Gdy zeszliśmy na temat marzeń, półgłosem uświadomiłam mu, że marzenie musi być nierealne. Wówczas, kiedy się do niego dojdzie, wszystkim, którzy w nie nie wierzyli, opadnie szczęka. Do marzeń należy dążyć. Swoim marzeniom trzeba poświęcić całe życie. Musieliśmy wracać, jednak nasi koledzy nas wyprzedzili. Oboje poszliśmy na stronę :]
Gdy wróciłam machinalnie usiadłam obok i przyjęliśmy najwspanialszą pozycję, w jakiej kiedykolwiek sie znajdowałam. Moje nogi były przewieszone przez jego, jedna ręka dotykała jego karku, a druga była spleciona z jego palcami. S obejmował mnie. Dotykał moich włosów, pieścił twarz. Nasze czoła i nocy stykały się. Gdy tak siedzieliśmy czułam, że czas sie zatrzymał. Że nie istnieje nic poza mną i nim. Nie odczuwałam zimna, nie docierały do mnie rozmowy prowadzone przez naszych przyjaciół. Byliśmy tylko ja i on w moim idealnym świecie. Czy rozmawialiśmy? Nie, raczej nie. Powiedziałam mu, że ma strasznie gęste włosy. Dowiedziałam się, że codziennie musi je układać i chce je ściąć. Dostał jasny sprzeciw. Pochwaliłam jego brwi i ogromne oczy. Powiedział że moje też są ładne, takie delikatne. Było tak cudownie być tak blisko niego. Tak..no po prostu perfekcyjnie. To było takie słodkie jak kładł twarz na moim ramieniu,  albo jak rozpiął mi kurtkę, pogładził po obojczykach i dotykał karku i pleców.
Boże.
Odprowadził mnie za rękę pod dom. W międzyczasie dzwonił po tatę. Niestety nie było buzi. Skończyliśmy na uścisku i ,,dobranoc". Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie aż do końca następnego dnia.
Napisał że przeprasza, zachował się nie fair wobec tej swojej, że żałuje, że mu głupio. Powiedziałam że nie ma sprawy, możemy o tym zapomnieć. W końcu doszło do tego że oficjalnie zerwaliśmy naszą znajomość, bo tak będzie przecież lepiej dla jego ,,związku". Genialnie.
Nie poszłam do szkoły, bo po co.
Dadze powiedział, że kocha tę swoją, że to nie jest zauroczenie. Cóż.
Cóż, o ile mi wiadomo, nie zdradza się osoby, którą się kocha. Ale może w jego świecie jest inaczej.

Brak komentarzy: