Cześć. Wiem że dawno nie pisałam, ale po prostu...nie mogłam. Przed chwilą rozcięłam moją czerwoną bransoletkę. Założę ją dopiero, gdy będę mogła nazwać się pro ana. Bo teraz raczej nie mogę. Jestem niczym. Spadłam na dno i nie mogę wstać. Całe wakacje były dnem. Nie miałam co robić, więc jadłam. Od pierwszego września będzie łatwiej. Nie będę miała wolnego czasu, więc zabraknie go na jedzenie.
Ostatni rok szkoły. Pamiętam jak jeszcze niedawno byłam pierwszoklasistką. Tak jakoś...ciężko mi się teraz przestawić na trzecia klasę. Od tego roku zależy moja przyszłość. Czy dostane się do dobrego liceum, czy też nie.
Martwię się tylko, że przez Anę, moje oceny pójdą w dół. A to źle.
Od pierwszego, będę codziennie wstawiałam zdjęcie widoku z mojego okna, a pod nim aktualną wagę, ilość zjedzonych kcal, ćwiczenia i przebieg dnia. Cóż, kończę, muszę ogarnąć pokój. Postaram się dzisiaj nic nie jeść.
sobota, 27 sierpnia 2011
piątek, 12 sierpnia 2011
Prowadzenie bloga idzie mi tak samo kiepsko jak odchudzanie. Cóż. Muszę się znowu wziąć za siebie. W przeciwnym razie będę miała duży problem. Wczoraj chciałam zrobić głodówkę, ale w moim przypadku chcieć niekoniecznie jest równe móc. Dzisiaj postaram się jakoś wytrzymać bez żadnych słodyczy i kalorycznych rzeczy. Właśnie zajadam śniadanie: pomidor, wafel ryżowy i zielona herbata. Za jakieś pół miesiąca szkoła. Masakra. Nie mam jeszcze niczego, co mieć powinnam, a i brak mi najważniejszej rzeczy - czyli chęci. Siedzenie przez 8 godzin w budzie, a do tego nauka w domu. Ciągle sprawdziany, niezapowiedziane kartkówki, odpowiedzi. I do tego muszę wyrobić. Bo jak nie wyrobię, to koniec z normalnym liceum i internatem. A do internatu bardzo chcę iść, nie tylko na wzgląd, że nikt nie będzie pilnował, czy jem, ale też na wizję uwolnienia się z tej przeklętej wsi. Boże jak tylko sobie o tym pomyślę...siłownie, baseny, weekendowe wypady na kręgielnie, do kina, na zakupy... nie to co u nas, gdzie jedyną atrakcją jest plac zabaw i spacer po lesie.
Wczoraj zaczęłam oglądać na You Tube zajebisty serial - skins. Opowiada on o problemach amerykańskich nastolatków. Jest wśród nich anorektyczka Cassie, z której czerpię inspirację, do stawania się coraz lepszą }|{
Wczoraj zaczęłam oglądać na You Tube zajebisty serial - skins. Opowiada on o problemach amerykańskich nastolatków. Jest wśród nich anorektyczka Cassie, z której czerpię inspirację, do stawania się coraz lepszą }|{
niedziela, 7 sierpnia 2011
W zeszłą sobotę miałam napad. Żarłam cały dzień. Beznadzieja. Reszta tygodnia była już lepsza. Dużo lepsza.
Jako wprowadzenie do tej notki pragnę przybliżyć Wam postać mojego odwiecznego wroga: Natalię, zwaną także Taluchą i Talą. Nienawidzimy się od przedszkola. Na początku była po prostu bezczelna, wredna i opryskliwa. W podstawówce zmieniło się to w wywyższanie, aż w końcu teraz w wożenie, selekcję ludności i ogólną vip-owość. Jest ode mnie rok starsza. Właśnie skończyła gimnazjum i udaje się do mojego wybranego już LO. (jako że nie mam się zamiaru z nią pieprzyć kolejne trzy lata pójdę gdzieś indziej). Wracając do tematu jej nieskromnej osoby, jest ona przewodniczącą tzw. grupy ,,szkolnych lejdis". Co ostatnio (za moją sprawą) przeistoczyło się w to, że ona nazywana jest królową, a jej psiapsióły damami dworskimi. Wszystkie (z 4 sztuki ich tam jest) są popularne i wpływowe. Pojawiają się na wszystkich imprezach i chodzą z najlepszymi chłopakami. Przechodząc już prawie do sedna, Natala dobre dwa lata chodziła z Adamem. Już dawno postanowiłam sobie, że jej go, no wiecie, zabiorę, żeby w końcu udowodnić że jestem tak samo dobra jak ona, a nawet lepsza (skoro on woli mnie).
I właśnie niedawno nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Był wtorek. Robiłyśmy z moimi koleżankami imprezę (miała być babska, ah). Wśród moich znajomych jest tez kuzynka Adasia- Wika. Tak wiec kupiłyśmy duużo towaru i zaczęłyśmy po ludzku się go pozbywać. Byłam po pięciu piwach (co w moim przypadku graniczy z utratą świadomości), gdy przyszli koledzy, a wśród nich- właśnie Adam. Nie wiem, jak to się stało, ale po jakimś czasie zaczęliśmy się obściskiwać. Tyle że ja byłam kompletnie pijana, a on wypił co najwyżej pół piwa. Jedynym negatywem jest jednak to, że wolałabym pamiętać swój pierwszy pocałunek. Wracając do sena wszyscy nas widzieli. A że ptaszki lubią ćwierkać, kilka dni potem całe towarzystwo już wiedziało o tym, co zaszło między nami. Natala wkurw na maksa, a ja, wiadomo- usatysfakcjonowana moją ,,wygraną". Teoretycznie wszyscy szczęśliwi.
ALE.
Moja koleżanka buja się w Adamie, więc przytulając się do niego przez pół imprezy zrobiłam jej masakryczne świństwo.
Ciężko mi uwierzyć w to, że Adam coś do mnie ma. Owszem, mówił mojej przyjaciółce, a swojej kuzynce, że nie jestem taka jak inne i nie ma zamiaru się mną zabujać i zostawić, ale ciężko mi w to wierzyć.W końcu równie dobrze Natala mogła go zmotywować do poderwania, a następnie rzucenia mnie. Wszyscy dobrze wiedzą, że byłaby w stanie to wymyślić, ale równocześnie wierzą, że Adam nie zrobiłby czegoś takiego. Krąg się zamyka, a serce i rozum wiedzą swoje. Cóż począć, cóż.(oczywiście napomnę, że nie jestem jakoś szczególnie zaangażowana, jeżeli chodzi o Adama, bo zakochanie się w nim, byłoby pewnie najgorszą rzeczą w moim życiu).
Reszta tygodnia raczej spokojnie, ale aktywnie. Rower, jezioro, wiecie. Dopiero wczoraj znowu pojawiła się okazja, żeby zaszaleć. Tak więc wybrałyśmy się z koleżankami na dyskotekę. Poznałam tam takiego fajnego chłopaka- Liska. (+ 10 za słit ksywkę) tańczyliśmy, tańczyliśmy, przytulaliśmy się, gadaliśmy...ogólnie fajny jest. (oczywiście również nie angażuję się w jego przypadku uczuciowo, bo mnie na to nie stać) Ale cóż, świetnie się z nim bawiłam. Wszyscy mówili, że łanie razem wyglądamy i do siebie pasujemy. Najlepsze było na końcu, czyli: Wolny taniec (oczywiście nie mogło się obyć bez rąk na moim tyłku, szczerze mówiąc, to całkiem fajne uczucie) na 50cm platformie na dwie osoby. Bosko! Tańczymy przytuleni, nad głowami wszystkich :) Co jak co, ale to było naprawdę niezapomniane uczucie. Do domku wróciłam o piątej.
No i chyba tyle z tygodniowych relacji. Od jutra znowu regularnie prowadzę bloga i skupiam sie przede wszystkim na pro-anie ;)
Trzymajcie się kochane.
Jako wprowadzenie do tej notki pragnę przybliżyć Wam postać mojego odwiecznego wroga: Natalię, zwaną także Taluchą i Talą. Nienawidzimy się od przedszkola. Na początku była po prostu bezczelna, wredna i opryskliwa. W podstawówce zmieniło się to w wywyższanie, aż w końcu teraz w wożenie, selekcję ludności i ogólną vip-owość. Jest ode mnie rok starsza. Właśnie skończyła gimnazjum i udaje się do mojego wybranego już LO. (jako że nie mam się zamiaru z nią pieprzyć kolejne trzy lata pójdę gdzieś indziej). Wracając do tematu jej nieskromnej osoby, jest ona przewodniczącą tzw. grupy ,,szkolnych lejdis". Co ostatnio (za moją sprawą) przeistoczyło się w to, że ona nazywana jest królową, a jej psiapsióły damami dworskimi. Wszystkie (z 4 sztuki ich tam jest) są popularne i wpływowe. Pojawiają się na wszystkich imprezach i chodzą z najlepszymi chłopakami. Przechodząc już prawie do sedna, Natala dobre dwa lata chodziła z Adamem. Już dawno postanowiłam sobie, że jej go, no wiecie, zabiorę, żeby w końcu udowodnić że jestem tak samo dobra jak ona, a nawet lepsza (skoro on woli mnie).
I właśnie niedawno nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Był wtorek. Robiłyśmy z moimi koleżankami imprezę (miała być babska, ah). Wśród moich znajomych jest tez kuzynka Adasia- Wika. Tak wiec kupiłyśmy duużo towaru i zaczęłyśmy po ludzku się go pozbywać. Byłam po pięciu piwach (co w moim przypadku graniczy z utratą świadomości), gdy przyszli koledzy, a wśród nich- właśnie Adam. Nie wiem, jak to się stało, ale po jakimś czasie zaczęliśmy się obściskiwać. Tyle że ja byłam kompletnie pijana, a on wypił co najwyżej pół piwa. Jedynym negatywem jest jednak to, że wolałabym pamiętać swój pierwszy pocałunek. Wracając do sena wszyscy nas widzieli. A że ptaszki lubią ćwierkać, kilka dni potem całe towarzystwo już wiedziało o tym, co zaszło między nami. Natala wkurw na maksa, a ja, wiadomo- usatysfakcjonowana moją ,,wygraną". Teoretycznie wszyscy szczęśliwi.
ALE.
Moja koleżanka buja się w Adamie, więc przytulając się do niego przez pół imprezy zrobiłam jej masakryczne świństwo.
Ciężko mi uwierzyć w to, że Adam coś do mnie ma. Owszem, mówił mojej przyjaciółce, a swojej kuzynce, że nie jestem taka jak inne i nie ma zamiaru się mną zabujać i zostawić, ale ciężko mi w to wierzyć.W końcu równie dobrze Natala mogła go zmotywować do poderwania, a następnie rzucenia mnie. Wszyscy dobrze wiedzą, że byłaby w stanie to wymyślić, ale równocześnie wierzą, że Adam nie zrobiłby czegoś takiego. Krąg się zamyka, a serce i rozum wiedzą swoje. Cóż począć, cóż.(oczywiście napomnę, że nie jestem jakoś szczególnie zaangażowana, jeżeli chodzi o Adama, bo zakochanie się w nim, byłoby pewnie najgorszą rzeczą w moim życiu).
Reszta tygodnia raczej spokojnie, ale aktywnie. Rower, jezioro, wiecie. Dopiero wczoraj znowu pojawiła się okazja, żeby zaszaleć. Tak więc wybrałyśmy się z koleżankami na dyskotekę. Poznałam tam takiego fajnego chłopaka- Liska. (+ 10 za słit ksywkę) tańczyliśmy, tańczyliśmy, przytulaliśmy się, gadaliśmy...ogólnie fajny jest. (oczywiście również nie angażuję się w jego przypadku uczuciowo, bo mnie na to nie stać) Ale cóż, świetnie się z nim bawiłam. Wszyscy mówili, że łanie razem wyglądamy i do siebie pasujemy. Najlepsze było na końcu, czyli: Wolny taniec (oczywiście nie mogło się obyć bez rąk na moim tyłku, szczerze mówiąc, to całkiem fajne uczucie) na 50cm platformie na dwie osoby. Bosko! Tańczymy przytuleni, nad głowami wszystkich :) Co jak co, ale to było naprawdę niezapomniane uczucie. Do domku wróciłam o piątej.
No i chyba tyle z tygodniowych relacji. Od jutra znowu regularnie prowadzę bloga i skupiam sie przede wszystkim na pro-anie ;)
Trzymajcie się kochane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)