Prowadzenie bloga idzie mi tak samo kiepsko jak odchudzanie. Cóż. Muszę się znowu wziąć za siebie. W przeciwnym razie będę miała duży problem. Wczoraj chciałam zrobić głodówkę, ale w moim przypadku chcieć niekoniecznie jest równe móc. Dzisiaj postaram się jakoś wytrzymać bez żadnych słodyczy i kalorycznych rzeczy. Właśnie zajadam śniadanie: pomidor, wafel ryżowy i zielona herbata. Za jakieś pół miesiąca szkoła. Masakra. Nie mam jeszcze niczego, co mieć powinnam, a i brak mi najważniejszej rzeczy - czyli chęci. Siedzenie przez 8 godzin w budzie, a do tego nauka w domu. Ciągle sprawdziany, niezapowiedziane kartkówki, odpowiedzi. I do tego muszę wyrobić. Bo jak nie wyrobię, to koniec z normalnym liceum i internatem. A do internatu bardzo chcę iść, nie tylko na wzgląd, że nikt nie będzie pilnował, czy jem, ale też na wizję uwolnienia się z tej przeklętej wsi. Boże jak tylko sobie o tym pomyślę...siłownie, baseny, weekendowe wypady na kręgielnie, do kina, na zakupy... nie to co u nas, gdzie jedyną atrakcją jest plac zabaw i spacer po lesie.
Wczoraj zaczęłam oglądać na You Tube zajebisty serial - skins. Opowiada on o problemach amerykańskich nastolatków. Jest wśród nich anorektyczka Cassie, z której czerpię inspirację, do stawania się coraz lepszą }|{
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz