Są dni, kiedy budzę się z nadzieją, że wszystko, co ostatnio zaszło, to tylko sen. Jestem Śpiącą Królewną, a koszmar, jaki przeżywam, lada moment się rozwieje i będę mogła poślubić ukochanego księcia, a potem żyć z nim długo i szczęśliwie. Tymczasem nic w mojej najbliższej przyszłości nie zapowiada szczęśliwego zakończenia.
Kochane Motylki.
Przykro mi to mówić ale kończę całe moje ,,motylkowianie" bo nie ma ono najmniejszego sensu. Mam zbyt słabą wolę, co rusz ulegam pokusom. Nie mam motywacji. Może i blog nie miał miliona czytelników, ale wiem że były osoby które chętnie na niego zaglądały. Przepraszam Was.
Wierzę też, że w końcu osiągniecie Wasze cele, że wszystkie Wasze marzenia spełnią się, jeżeli będziecie wystarczająco mocno w nie wierzyć.
Prowadzenie bloga było dla mnie wspaniałą przygodą. Cieszyłam się że są osoby które chętnie czytały o moich różnym problemach i takich tam. Przepraszam za brak przecinków, tam, gdzie powinny one być. Nie usunę bloga, bo pewnie kiedyś do niego wrócę. Na razie chyba priorytetem powinno być dla mnie ogarnięcie spraw osobistych.
Ostatnie miesiące były dla mnie pasmem porażek. Od kiedy Stanisław zaczął chodzić z tą swoją, a potem zaczęliśmy pisać, a potem jak spędziliśmy razem tamtą imprezę 31 marca. A potem jak zerwał znajomość ze mną.
Od tamtego dnia, czyli 2 kwietnia codziennie udowadnia mi, że jestem dla niego nikim. Wie, że ma nade mną absolutną władzę. I wie, że ja wiem. Jestem od niego uzależniona. Kocham go, a ta miłość pozbawia mnie resztek siły do życia. Nie potrafię się starać. Jestem jak zużyta chusteczka do nosa. Może kiedyś jeszcze mu się przydam, kiedy będzie miał straszny katar, a w pobliżu nie będzie żadnych czystych chusteczek. Może przypomni sobie kiedyś o mnie. O dziewczynie która obdarzyła go tak niesamowicie silnym uczuciem. I nie wiem czy to nawet jeszcze może podchodzić pod miłość, czy też jakieś 'zakochanie'.
To, co do niego mam jest..no tego nie da się powiedzieć. Nawet mi, tym razem, brakuje słów.
I czasem zastanawiam się dlaczego. Wydaje się taki..przeciętny. Zwykły.. Jest inteligentny, ale bez przesady, zabawny..czasem..raczej trzyma się swoich kolegów..nieśmiały..boi się horrorów..zamknięty w sobie. Trudno go zrozumieć, wiele osób kwestionuje jego urodę. Częściej gra, niż jest sobą. Więc dlaczego go kocham?
Nie wiem. Nie wytłumaczę tego.. może to siła jego charakteru..specyficznej osobowości, może ma w sobie to nieokreślone coś, co czyni go wartym mnie. Może nie jest ideałem, ale wiem, że jest idealny dla mnie. Chociaż zupełnie się różnimy, co innego nas interesuje..nawet nasze znaki zodiaku nie pasują do siebie. Nie wiem, co w nim widzę, ale widzę to bardzo mocno.
Kiedy zaczęliśmy się..przyjaźnić. Kiedy pisaliśmy czasem do 4 nad ranem.Albo jak trzymaliśmy się za ręce i przytulaliśmy się. Wtedy po prostu wiedziałam, że w końcu wszystko jest na swoim miejscu.
Może kiedyś nadejdzie dzień, kiedy zacznę budować swój świat od nowa.
Ale to jeszcze nie dziś.
Żegnajcie.