wtorek, 18 października 2011

Wtorek.

Mieliśmy dzisiaj lekcje z Łukaszem, bo jego kasa pojechała do kina, więc mogłam się na niego bezkarnie gapić,przez całe 6 godzin!
Wstałam o 7.20, więc musiałam odpuścić sobie ćwiczenia. Zjadłam kawałek suchej bułki, bo nie było sucharków. Ale tej bułki, to było serio malutko. Jakieś 1,5cmetrowa piętka. No i do tego herbatka. W szkole woda i 8 km szybkiego marszu w godzinę na fakultetach. Na obiad dwa gotowane jajka, potem skubu-skub trochę naleśnika, bo robiłam. Ale naprawdę, nie było go dużo. Potem ,,zjadłam" całego żując i wypluwając. Na kolację jogurt naturalny, kawałek kiełbasy, ale naprawdę taki tyci tyci kawałek, bo niestety w tym domu szynki brak. Do tego herbatka z cytryną.

Generalnie to zakład z koleżanką o to, że do końca roku będę ważyła 38 kg.
Oczywiście że będę ważyła, któż mógłby w to wątpić?}|{

Brak komentarzy: