sobota, 9 lipca 2011

Zgon.

Zgon.Zgon.Zgon.
Ja jebie. Nigdy więcej nie wezmę alkoholu do ust. Eh.
Wczoraj byłam na ostrej bibie. Bardzo ostrej. Z tego co wiem, to wyznałam miłość chłopakowi, którego kocham i przytuliłam się do drugiego chłopaka, którego kocham. A potem urwał mi się film. Pamiętam jeszcze tylko że sporo rzygałam. To nie było miłe. Dzisiaj kac.
Zero śniadania, pół gołąbka na obiad, lód i jabłko. Do tego dużo wody. Ten kac to ma nawet swoje plusy. Nie jem-rzygam-chudnę. Nie wiem ile jest na wadze.
Muszę ogarnąć.
Daję sobie spokój z Jonatanem. Od dzisiaj skupiam się wyłącznie na tym, by odbić chłopaka mojemu odwiecznemu wrogowi. Wiem że to wredne, ale cóż. Należy się kurwie. Należy.

Dobra, the end. Idę się dalej leczyć.

Brak komentarzy: