wtorek, 5 lipca 2011

Wtorek.

Wtorek to dobry dzień, żeby coś zacząć. Zaczęłam dietę płynną. A że chujowo mi idzie, to już inna sprawa. W każdym razie rano strzeliłam sobie jabłko, a jakąś godzinę temu nektarynkę. Poza tym coca-cola 0, pół talerza( a nawet mniej) zupy z kaszy(tzn płynnej części tej zupy) woda i herbatki. Jakieś 4 czy nawet 5 godzin chodzenia bez celu po ,,mieście". Jutro same płyny.
Osiemnastego jadę nad morze. Dzisiaj zamówiłam kostium.Planuję zrzucić z 5kg do wyjazdu. Jak będę na samych płynach to mi się uda.Oby.Będę się musiała pilnować, żeby nie zjeść jakiegoś loda czy gofera. Po prostu będę jak najmniej jadła i tyle. Jestem o tyle ograniczona, że nie jadę z rodzicami tylko z przyjaciółką i jej rodziną. Cieszę się, ale z drugiej strony boję się jedzenia.
Jonatan. Dołuje mnie.Bawi się mną.Jestem zabawką.
Jestem nikim i dobrze o tym wiem.

Brak komentarzy: