I spadam.
Uderzam o ziemie.
I jem.
Nie owoce i warzywa. Nie przed osiemnastą i nie nisko kalorycznie.
Toczę się po ulicy. Nie mogę na siebie patrzeć.
Mimo to jem. Ciągle jem, jem i jem. Bransoletka chuj daje. Nawet nie wiem już co ona znaczy. Że kim niby jestem? Motylem? Nie w tym życiu. Jestem tłustą krową. Jestem wszystkim co najgorsze. Jestem wadami tłuszczem i schizofrenią. Jestem sobą i tylko sobą. A najgorsze- że nie mogę tego zmienić. Tak trudno jest się podnieść i frunąć dalej. Tak trudno oprzeć się pokusie. Trzy miesiące. I nagle upadam.
Muszę zacząć od nowa. Po kolei.
Muszę sobie wszystko ułożyć.
Zapomnieć.
Muszę żyć.
4 pierogi z porzeczkami i cukrem
miseczka fosolki szparagowej w panierce
2x chipsy
lód wodny
zielony groszek
talerz płatków z miodem i mlekiem 3.2%
Jestem królową beznadziejności. Jestem nikim. Dawną sobą.Że też tak trudno jest mi wyciągać wnioski.
,,jeśli zaczniesz jeść, nie będziesz mogła przestać"
zaczęłam. I nie mogę skończyć.
Wpadam w to. W normalność. Myślałam że jest dobrze. Że brzydzę się jedzeniem. Prawda okazała się być bolesna. Inna.
Nienawidzę!
Nienawidzę i koniec. Nienawidzę żarcia, bo mnie niszczy. Brudzi. Upaja swym smakiem. A ja nie chcę być pijana. Chcę być idealna. Chcę żeby Jonatan. . .
Nie wiem. Potrafił mnie kochać? Kochał? Pokochał?Zakochał się? Wielbił? Pocieszał? Przytulał? Był.
Tylko był. Nic więcej. Jako kolega. Czy jako przyjaciel. Jako ktoś. A nie jako cień.
Módlcie się. Bym nie chciał się poddać. Bo nie chce. Moja dusza nie chce.
1 komentarz:
To co pisałaś 'kocham jeść..' i wymieniałaś różne żarcia, to wg mnie dobra metoda na stracenie apetytu. Ja sobie czasami tak piszę gdy czuję że zaraz się złamię. Opisuję dokładnie co czuję gdy jem, jaką ma to konsystencje kolor, wszystko. I piszę tak dopóki mi to nie zbrzydnie, dopóki nie będę miała dość tego, będę się czuła jakbym naprawdę zjadła tak dużo i apetyt zniknie.
Prześlij komentarz