piątek, 17 czerwca 2011

Piątek.

Chyba jem trochę za mało. Dużo za mało. Nareszcie. W mojej głowie nie ma już miejsca na ,,ochotę". Wszyscy dookoła jedzą i się cieszą, a ja patrzę. Na śniadanie zjadłam pół jabłka, na obiad parę łyżek zupy szczawiowej. Przez cały dzień może 0.5l wody. Powinnam więcej pić. Moje placki ziemniaczane zjadły koty.Mam dwie godziny żeby się ogarnąć, a potem iść na zakończenie trzecich klas. Jestem tam kelnerką (nasza wychowawczyni zmusiła mnie, bo wychodziło mi ,,dobre" zachowanie ;/ a musiałam mieć bardzo dobre) a poza tym idę ze sztandarem. Mam nadzieję że nic tam nie zjem.
Jonatan. Wczoraj nie pisaliśmy. Dzisiaj pierwszą lekcje mieliśmy łączoną. On siedział w ostatniej ławce, więc zaszyłam się z koleżankami za nim, koło ściany. Powiedział żebym nie siadała, bo podłoga się załamie. Potem jeszcze wyśmiał to, że czytam książkę. Postanowiłam nie reagować, na jego głupie popisy przed kumplami. Spotkaliśmy się jeszcze, gdy wychodziłam ze szkoły. Podeszłyśmy do niego z koleżanką, bo zabrał jej buta i musiała go odzyskać. Odzywał się do mnie, ale go olałam. Potem poszłyśmy na lody. Tzn ona jadła lody, a ja piłam wodę.
Wszyscy ciągle mówią, że jestem gruba i mam się ogarnąć. Moja klasa mnie nie cierpi i chyba mam depresje. Chyba na pewno. Chodzę smutna i ze spuszczoną głową. Przez niego. Przez to że ogólnie jest słodki, ale przy kumplach zachowuje się jak debil i się ze mnie śmieje. Pewnie wie, że jestem w nim zabujana i dla tego mnie zjeżdża na każdym kroku. Przynajmniej motywuje mnie to do niejedzenia. Oby go nie było na balu, bo pewnie poprosi Dagę do tańca, a ja będę musiała udawać że ,,wszystko ok". Nic nie jest ok i nigdy nie było. Chyba dopiero teraz to zrozumiałam. Faceci to psy i lecą na kości. Chcę być kośćmi.

Brak komentarzy: