czwartek, 16 czerwca 2011

Ja jebie -.-'

Nie, nic nie zjadłam. To nie o to chodzi.
Poszliśmy na wosie na dwór, więc wykorzystałam okazję i napisałam do Jonatana. On do mnie, że leży na hamaku za szkołą i mam przyjść. To poszłam. Stanęłam obok i gadaliśmy przez chwilę. Powiedziałam żeby sie posunął na tym hamaku. A on na to że za gruba jestem, a on z grubymi nie leży. To ja mówię żeby dał spokój, to on na to że jeszcze bym go przypadkiem zgniotła.
Ja pierdole.
Pożegnałam się i poszłam.
Po szkole byłyśmy z koleżanką na pizzy. Ona jest normalnie chodzącą thinspiracją. 180cm wzrostu, 48kg. A wpierdala za trzech. Zjadła 6 kawałków i dała mi jeden ,,na drogę" bo nie chciałam jeść razem z nią. Wywaliłam go w lesie. Na śniadanie zjadłam brzoskwinię, która była pewnie kaloryczna w chuj. Boże, jestem gruba jak świnia! Nie wytrzymam już w moim ciele. Czemu inni zawsze muszą mieć lepiej?
Teraz zaczynam kategoryczną i nieodwołalną głodówkę. Mam nadzieję że wytrzymam tyle a jeśli nie, to będzie nie miło. Dzisiaj miałam obiad z głowy, po przecież byłam na pizzy. Ale juro? Hm. Będzie mnie bolał brzuch.
Muszę przestać myśleć o Jonatanie. Jest jedyną szczerą osobą w moim otoczeniu, ale muszę przestać o nim myśleć.Z resztą on i tak buja się w Dadze (tej o której przed chwilą pisałam).

Brak komentarzy: