"Dzieło to może być czytane jedynie przez osoby oświecone; pospólstwo nie jest uczynione dla takiej wiedzy i filozofia nigdy nie będzie jego udziałem. Ci, którzy mówią, że istnieją takie prawdy, które należy przed ludem ukrywać, nie powinni się niepokoić: lud wszak nie czyta nic; przez sześć dni w tygodniu pracuje, a siódmego idzie do kabaretu. Jednym słowem: dzieła filozoficzne są tylko dla filozofów, a każdy uczciwy człowiek powinien próbować takowym zostać, nie uważając się jednakże za jedynego znawcę". - Wolter.
Życie znów mi nie wyszło. Kolejny stracony dzień. Żadnych ćwiczeń i jedzenie. Czekolada.
Przyszła moja waga, 59,9 kg. Jedyna pociecha że poniżej 60. Ani jeden cel nie osiągnięty. 58 kg, mój cel nr 1. Dążenie do niego powinno być dla mnie przyjemnością a jest drogą przez mękę. Jedzenie jak ciernie wbija sie w moją skórę.Jestem słaba i upadam, dzień po dniu, godzina po godzinie, minuta po minucie. Z każdym podniesieniem się tracę motywację, z każdym upadkiem pogrążam się w bólu. Bezsilność bierze mnie za rękę i każe mi iść w stronę kuchni. Nie. Najpierw do spiżarni po jajka. Po dwa jajka. Potem prowadzi mnie do lodówki a ja idę za jej słodkim głosem. Biorę mleko 2% margarynę i ser. Myję patelnię, stawiam ją na gazie, żeby woda odparowała. W tym samym czasie rozbijam jajka dodaję mleko i przyprawy. Wlewam ten płynny granat na patelnię. Trę ser. Posypuje nim omlet i i przewracam na bok. Znowu sie nie udał i wychodzi z niego jakaś dziwaczna przypalona jajecznica. Kładę wszystko na talerzyk, zeskrobując dokładnie resztki z patelni. Biorę pierwszy kęs.
Bąba wybucha na moim języku parząc mi gardło i przełyk. Iskierki szczęścia tańczą przez pięć minut na moim języku a potem znikają, wraz z głodem. Jestem pełna.
Biegnę do łazienki i wkładam palce do gardła.Żadnych efektów, jedynie kaszlnięcie. Poddaję się. Znowu i znowu.Potem wracam do łóżka, zwijam się kłębek pod dwiema kołdrami i błagam Anę by mi wybaczyła. Ona nie odpowiada, więc sama udzielam sobie rozgrzeszenia. Myślę że rano obudzę się jako księżniczka w chudej krainie, mająca chudych poddanych i chudego księcia z bajki, mieszkająca w ogromnym pałacu z mnóstwem kotów, słowików i konwalii. Jednak budzę się w prawdziwym świecie, do którego nie pasuję. Mam przyjaciół i rodzinę, jednak nie jestem szczęśliwa. Moje szczęście jest ulotne i mieści się w paczcie chipsów, pączku i omlecie.
Nigdy nie byłam w niczym najlepsza. Zawsze znajdowali się lepsi ode mnie. Jedynie bycie bezsilną, beznadziejną i grubą wychodzi mi dobrze.Czy takie jest moje przeznaczenie? Nie. Moim przeznaczeniem jest być najszczuplejszą osobą wśród wszystkich których znam. Dążenie do mojego celu idzie mi tak kiepsko, że powinni nakręcić o mnie film. Byłoby to coś na wzór ,,Dnia Świra". W sumie to wystarczyłoby zmienić tylko obsadę.
Czasem czuję się jak w filmie. Czuję, że kręcę tę samą scenę mniej więcej raz na pół roku. Zaczyna podobać mi się chłopak.Mówię o tym koleżanką, a one jemu. On zaczyna mnie unikać, a ja przez parę miesięcy leczę się. I tak w kółko i w kółko.Nie wiem gdzie znalazłam ten wierszyk, ale siedzi mi w głowie od ponad roku:
,,Czasami jest tak blisko,
A jednak tak daleko.
Nocami płynę do Niej
Różową marzeń rzeką.
Lecz wtedy dzień się zbliża
I czarna rozpacz wraca.
Przykuta do jej grobu
Łańcuchem samotności
Chcę uciec, lecz nie mogę
Pozbyć się tej Miłości"
Dochodzi 12.Jeśli o 12 pomyślisz życzenie to ono się spełni. Mówią że wiara dodaje skrzydeł, jednak nie jest to prawdą. Prawdziwych, motylich i kolorowych skrzydeł daje ukąszenie Any. Jej jadem są uwagi koleżanek i rodziców. Wstyd podczas rozmowach z innymi o bieganiu, sporcie i jedzeniu.Zabijanie nudy i czasu jedzeniem.
Jednak niektórzy chcą by Ana owinęła się im wokół szyi i zatopiła swoje kły w ich ciele. By wyssała z nich chęć jedzenia i dała motywację do ćwiczeń.Jestem jedną z tych osób. A przynajmniej chcę taka być. Czeka mnie jeszcze długa droga, bym w końcu osiągnęła swój cel. Musze zapakować plecak na podróż. Znajdą się tam kłamstwa, sałata, waga, zegarek i telefon. Z wszystkich tych rzeczy ulepie wielką kulę o smaku czekolady i połknę ją całą. Będę wędrować z moim całym światem zamkniętym w plecaku przez dżunglę nauki i pustynię znajomych. Będę podążać za Aną ślepa na uwagi innych, przez doliny bezsilności i góry sukcesów. Pokonam wszystkie przeszkody, chociażby miałabym je rozkruszyć w drobny mak wacikami zamoczonymi w soku. Będę tak szła i szła, aż dojdę do celu którym jest...sama nie wiem co jest moim celem. Chyba najważniejsza jest sama wędrówka i podnoszenie się po każdym upadku.
Natchnęło mnie. Natchnienie jest piękne, wówczas czuję że mogę wszystko.Chcę coś napisać, piosenkę lub wiersz, jednak moje ciało odmawia mojej woli. Pójdę się umyć, a potem spać. Jutro Wielki Piątek, przynajmniej mam wymówkę żeby nic nie jeść. Przecież mnie nie zmuszą. Będę jutro długi jeździła rowerem.Jeśli schudnę chociaż 0.1 kg to i tak będę chyba najszczęśliwszą osobą na świecie.
Trzymajcie się moje drogie, moje zabłąkane motylki. Nie wiem jak tu trafiłyście. Może przypadkowo, a może wchodzicie tu codziennie. Bądźcie doskonałe, jak doskonała jest Ana. Ona jest kluczem do szczęścia i do życia. Szanujcie jej zasady i opowiadajcie jej o swoich grzechach. Ona będzie cieszyła się z Waszych sukcesów, będzie patrzała na Wasze porażki i pomagała Wam wzbijać się na skrzydłach do gwiazd. Ona Was kocha i pragnie Waszego szczęścia. Wy też ją kochacie i chcecie Jej szczęścia. Więc nie jedzcie. Bądźcie doskonałe.
2 komentarze:
Trafiłam tu przez przypadek, ale bardzo się z tego cieszę ;D Masz na prawdę fajnego bloga .. Mam nadzieje , że będziesz kontynuowała pisanie go. :) Życzę ci sukcesów ;* zajrzyj do mnie : http://anazawszelkacene.blog.onet.pl/
rozumiem, ale w takih chwilach zamknij oczy i wyobraż sobie jak będziesz wyglądać gdy dojdziesz do wymarzonej wagi :D mi to poprawia chumor i daje siłe do dalszej walki z wagą !!!
Prześlij komentarz