poniedziałek, 20 lutego 2012

Poniedziałek.

Wstałam o 8:15, oczywiście spóźniona. Trochę się ogarnęłam, zjadłam 3/4 dużego jabłka i sałatę. Poszłam na próbę do szkoły. Super, szkoła w ferie.
Udało mi się ignorować S.
Chyba nic już do niego nie czuję. Ta cała akcja z nim to była jakaś pomyłka. Stracony czas. Całe szczęście wyszłam z tego cała i zdrowa, bez żadnych ran otwartych.Oczywiście nadal czuję, jakby mi ktoś zabrał kawałek duszy, ale nie pamiętam już kto. Nie chcę pamiętać. Chcę jak najszybciej skończyć szkołę i znajomość z S.
Śnieg powoli topnieje. W powietrzu czuć już zapach wiosny.
Wróciłam do domu przed 11:30, od razu zjadłam banana i resztę sałaty ze śniadania.
Mogłabym w końcu ogarnąć pokój.
Wczoraj nie przekroczyłam limitu 500kcal i dzisiaj też tego nie zrobię.
Powinnam dzisiaj zrobić 1400brzuszków, bo wczoraj było tylko 600.
No dobra, zobaczymy.

Brak komentarzy: