czwartek, 9 lutego 2012

Czwartek.

Tak wiem. Nie pisałam przez długi czas. Nie starałam się.Jestem kiepskim motylkiem, o ile w ogóle mogę się jeszcze tak nazwać. Przestałam ćwiczyć. Przestałam przestrzegać diety.
Nie radze już sobie.
Staram się nie myśleć o tym, że mój były przyjaciel jest w związku z pierwszoklasistką.
Buziaczki i ich opisach powodują u mnie zawroty głowy i chwilowe mroczki przed oczami.
Ale nie życzę im źle. Skoro S. jest szczęśliwy, chyba nie mogę mieć mu tego za złe. Ja pozbieram się jak zwykle. Przyzwyczaiłam się już do tego że zawsze muszę się zbierać. Tak będzie i tym razem. Miesiąc, dwa i po krzyku.
Przeszłam na wege. Od dzisiaj jem tylko owoce i warzywa.
Wiecie, że mięsko, to kiedyś były zwierzęta?
Nie wolno jeść istot, które mają oczy i duszę.
Postanowiłam biegać. Oczywiście nie teraz, bo zima w pełni. Ale wraz z nadejściem wiosny. Nie żeby schudnąć, tylko żeby móc przebiec 8 km bez zatrzymania, szybkim tempem i z równym oddechem.
Uznałam, że muszę mieć jakieś hobby, bo właściwie żadnego nie mam. A ,,wszystko po trochu" się nie liczy.
Przez ostatni tydzień byłam chora, mam masę sprawdzianów do napisania. Nie mogę śpiewać, bo męczy mnie kaszel. Całe szczęście jutro ostatni dzień szkoły, potem ferie.
Nie mam planów. Moim planem byłoby ogarnąć się z dietą, ćwiczeniami i sprawami osobistymi.
Ale znając mnie nic z tego nie wyjdzie.
Muszę zbudować mój świat na nowo i skleić wszystkie myśli. Tym razem już bez S. w mojej głowie.
I przysięgam, że jeżeli kiedyś coś. W sensie że S. znowu. Wiecie.
To nie pozwolę mu kolejny raz zburzyć wszystkiego co od teraz buduję.
Pewnie i tak nigdy nic, czy coś. Ale jeżeliby nawet. To nie.
Kto chce fotkę?

Brak komentarzy: