W zeszłą sobotę miałam napad. Żarłam cały dzień. Beznadzieja. Reszta tygodnia była już lepsza. Dużo lepsza.
Jako wprowadzenie do tej notki pragnę przybliżyć Wam postać mojego odwiecznego wroga: Natalię, zwaną także Taluchą i Talą. Nienawidzimy się od przedszkola. Na początku była po prostu bezczelna, wredna i opryskliwa. W podstawówce zmieniło się to w wywyższanie, aż w końcu teraz w wożenie, selekcję ludności i ogólną vip-owość. Jest ode mnie rok starsza. Właśnie skończyła gimnazjum i udaje się do mojego wybranego już LO. (jako że nie mam się zamiaru z nią pieprzyć kolejne trzy lata pójdę gdzieś indziej). Wracając do tematu jej nieskromnej osoby, jest ona przewodniczącą tzw. grupy ,,szkolnych lejdis". Co ostatnio (za moją sprawą) przeistoczyło się w to, że ona nazywana jest królową, a jej psiapsióły damami dworskimi. Wszystkie (z 4 sztuki ich tam jest) są popularne i wpływowe. Pojawiają się na wszystkich imprezach i chodzą z najlepszymi chłopakami. Przechodząc już prawie do sedna, Natala dobre dwa lata chodziła z Adamem. Już dawno postanowiłam sobie, że jej go, no wiecie, zabiorę, żeby w końcu udowodnić że jestem tak samo dobra jak ona, a nawet lepsza (skoro on woli mnie).
I właśnie niedawno nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Był wtorek. Robiłyśmy z moimi koleżankami imprezę (miała być babska, ah). Wśród moich znajomych jest tez kuzynka Adasia- Wika. Tak wiec kupiłyśmy duużo towaru i zaczęłyśmy po ludzku się go pozbywać. Byłam po pięciu piwach (co w moim przypadku graniczy z utratą świadomości), gdy przyszli koledzy, a wśród nich- właśnie Adam. Nie wiem, jak to się stało, ale po jakimś czasie zaczęliśmy się obściskiwać. Tyle że ja byłam kompletnie pijana, a on wypił co najwyżej pół piwa. Jedynym negatywem jest jednak to, że wolałabym pamiętać swój pierwszy pocałunek. Wracając do sena wszyscy nas widzieli. A że ptaszki lubią ćwierkać, kilka dni potem całe towarzystwo już wiedziało o tym, co zaszło między nami. Natala wkurw na maksa, a ja, wiadomo- usatysfakcjonowana moją ,,wygraną". Teoretycznie wszyscy szczęśliwi.
ALE.
Moja koleżanka buja się w Adamie, więc przytulając się do niego przez pół imprezy zrobiłam jej masakryczne świństwo.
Ciężko mi uwierzyć w to, że Adam coś do mnie ma. Owszem, mówił mojej przyjaciółce, a swojej kuzynce, że nie jestem taka jak inne i nie ma zamiaru się mną zabujać i zostawić, ale ciężko mi w to wierzyć.W końcu równie dobrze Natala mogła go zmotywować do poderwania, a następnie rzucenia mnie. Wszyscy dobrze wiedzą, że byłaby w stanie to wymyślić, ale równocześnie wierzą, że Adam nie zrobiłby czegoś takiego. Krąg się zamyka, a serce i rozum wiedzą swoje. Cóż począć, cóż.(oczywiście napomnę, że nie jestem jakoś szczególnie zaangażowana, jeżeli chodzi o Adama, bo zakochanie się w nim, byłoby pewnie najgorszą rzeczą w moim życiu).
Reszta tygodnia raczej spokojnie, ale aktywnie. Rower, jezioro, wiecie. Dopiero wczoraj znowu pojawiła się okazja, żeby zaszaleć. Tak więc wybrałyśmy się z koleżankami na dyskotekę. Poznałam tam takiego fajnego chłopaka- Liska. (+ 10 za słit ksywkę) tańczyliśmy, tańczyliśmy, przytulaliśmy się, gadaliśmy...ogólnie fajny jest. (oczywiście również nie angażuję się w jego przypadku uczuciowo, bo mnie na to nie stać) Ale cóż, świetnie się z nim bawiłam. Wszyscy mówili, że łanie razem wyglądamy i do siebie pasujemy. Najlepsze było na końcu, czyli: Wolny taniec (oczywiście nie mogło się obyć bez rąk na moim tyłku, szczerze mówiąc, to całkiem fajne uczucie) na 50cm platformie na dwie osoby. Bosko! Tańczymy przytuleni, nad głowami wszystkich :) Co jak co, ale to było naprawdę niezapomniane uczucie. Do domku wróciłam o piątej.
No i chyba tyle z tygodniowych relacji. Od jutra znowu regularnie prowadzę bloga i skupiam sie przede wszystkim na pro-anie ;)
Trzymajcie się kochane.
1 komentarz:
A ja ostatnio mam coraz lepiej. Zero napadów.
Prześlij komentarz