Nie chodzi o jedzenie, bo nie jem. O Jonatana chodzi. Bo zaprosił mnie na randkę, a potem mnie wystawił. A teraz jeszcze się fochnął.
Po prostu czapki z głów przed chujem roku.
W każdym razie stara znalazła moje pudełeczko z śniadankami. Wpadłam. Bd mnie pilnować.
Masakra.
Cóż zjadłam...hm. Coca cole 0, wode, 2 ziemniaki bez niczego i trochę gotowanej kapusty.
I tyle. Do tego 8 km na rowerze i 2 km pieszo. Dodatkowo 3 godziny siedzenia w deszczu i zimnie na pomoście nad jeziorem. Oczywiście dzięki Panu Jonatanowi.
Jestem głodna. Zapijam głód wodą. Nie wiem, czy jechać jutro na naszą wycieczkę rowerową. Będą kiełbaski i bułki. Mam nadzieję, że tekst ,,naprawdę nie jestem głodna" podziała. Oby.
Kończę, bo muszę się myć. I spać. Nie mam ochoty na nic innego.
Trzymajcie się kochane ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz