Wróciłam właśnie od przyjaciółki. Wypiłam 2 szklanki soku porzeczkowego. Szczerze mówiąc, nie patrzałam na to, ile ma kalorii. O weekend nie pytajcie- żarłam jak świnia. Dzisiaj się opamiętałam. Śniadanie- brak, obiad-100ml żurku, kolacja- zupka chińska na sucho i sucharek z serem. Dobrze? dobrze. Byle tak trzymać. Nie wiem ile to razem będzie kcal, w limicie 200 się zmieszczę.
Jutro mamy święto szkoły, a ja idę ze sztandarem- będę musiała wytrzymać z 2 godziny na stojąco więc muszę zjeść śniadanie. Oczywiście małe ale zawsze. Tak więc dzisiaj mieliśmy próbę jutrzejszego apelu. I ja szłam do sekretariatu odwiesić kluczyk od gabloty. No i pod drzwiami stał Karol (niebieską koszulę miał <3) i on do mnie że tam nikogo nie ma. No ja na to że nie szkodzi, bo ja tylko klucz odwiesić przyszłam. No i wchodzę i odwieszam, a on się patrzy. No i on do mnie że słitaśnie + taki słitaśny uśmiech. No to ja że dziękuję. No i potem wychodziłam i tak razem powoli zamknęliśmy te drzwi.
Myślałam że się popłaczę na miejscu.Ze szczęścia oczywiście. Wiem że to i tak pewnie nasza pierwsza i ostatnia rozmowa, ale co tam. Piękne są tylko chwile. Nie ma tak, że ktoś żyje z kimś długo i szczęśliwie. Nie w moim świecie. W każdym razie, najpiękniejsza chwila w moim życiu, dla Niego nic nie znaczy. Ba. On nawet całuje się ot tak, bez uczuć i bez emocji. Nie żebym sprawdzała, czy coś. Po prostu nie cieszy się zbyt dobrą sławą. Ale czy to ma jakieś znaczenie?
Życie to sen, a budzimy się po śmierci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz