wtorek, 29 marca 2011

Zaczynam od jutra...

Nie zacznę dzisiaj, bo jest już 21.Zresztą i tak za dużo zjadłam, po podliczeniu będzie około 1000kcal. Na razie siedzę w domu, bo jestem chora.Tzn wszyscy myślą, że jestem chora- podgrzewam termometr nad lampką nocną.Jestem wściekła na siebie za to, ze doprowadziłam się do takiego stanu.Toczę się po chodniku.Rozlewam się na krześle.Zajmuję 1/2 mojego pokoju.Wszystkie koleżanki mają nogi szerokości moich rąk.Moja twarz ujdzie.Moje ciało to katastrofa. Biegam najwolniej z całej klasy.Nie przebiegnę kilometra bez zatrzymania się.Ba, ja nawet tyle nie przejdę.Wiem że są osoby grubsze ode mnie, ale nie zmienia to faktu, że istnieją też chudsze, które patrzą się na mnie, jak na kosmitkę.
Od dzisiaj, a właściwie od jutra: 500kcal dziennie, preferowane 200, godzina joggingu,nauka,chudnięcie,nauka,chudnięcie,chudnięcie,chudnięcie.Będę tu zapisywała bilans z każdego dnia.Razem z posiłkami, ćwiczeniami, ze wzlotami i upadkami, z drogą prowadzącą do perfekcji.
Trzeci raz czytam książkę ,,Motylki" autorstwa L.A.Andersona.Moja biblia.Najlepsza książka na świecie. Opowiada historie osiemnastolatki, która pragnie być szczupła mimo wszystko.Jest niesamowicie wciągająca i naprawdę godna polecenia. Tak wiec polecam.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego pod moimi postami widnieje podpis ,,ważka" zamiast standardowego ,,motylka".W sumie to sama nie wiem czemu tak jest.Po prostu na moje oko ważki są takie...magiczne.Nie żebym miała coś do motyli, ale te jednak są uchwytne, zaś złapanie ważki wiąże się w ogromnym wysiłkiem.W sumie to sam szablon bloga wiąże się z ważkami, bo przedstawia wodę.A wiadomo, tam gdzie woda, tam też ważki.

Brak komentarzy: