Idzie mi baaardzo średnio. Staram się ćwiczyć. Raczej nie jem nic, poza słodyczami. Tsa, święta. Błagałam, prosiłam zabierzcie mi to z oczu. Ale nie. Bo nasze dziecko musi ważyć 80kg, prawda?
Czwarta rano, powinnam już spać.
W poniedziałek szkoła, dużo zadane. Mobilizuję się do nauki od soboty. Sprzątanie doszło do skutku dzisiaj, więc przynajmniej jeden problem z głowy. Nie wiem ile jest. 58? Coś koło tego.
Przydałyby się jakieś postanowienia na nowy rok. W punktach chyba będzie tak bardziej...nie wiem, zapomniałam słowa...poważnie? nie, to nie to, ale niech będzie. Poważnie.
- W końcu zacząć się zachowywać jak Motylek.
- Podnieść średnią do 4,5.
- Osiągnąć 40kg do końca roku, a przynajmniej 50 do maja.
- Nie jeść absolutnie żadnych słodyczy.
- Dać sobie spokój z chłopakami (z ukierunkowaniem na Stasia).
- Zacząć liczyć kalorie i regularnie prowadzić dziennik i bloga.
- Ćwiczyć co najmniej 2 godziny dziennie.
- Nie ciąć się.
- Przejść na ścisłą dietę z głodówką w piątki.
- Mieć kontrolę.
- Ustabilizować się emocjonalnie.
- Być.
2 komentarze:
Nie ciąć się...? Hm, skąd ja to znam...
Święta to zuooo, coś o tym wiem -.-
Powiem Ci że postanowienia masz fajne, też sobie zrobię taką listę, to może w końcu wezmę się należycie do roboty.
Trzymam kciuki, żebyś "wróciła na właściwy tor" i porzuciła słodycze.
Będę odwiedzać Twojego bloga regularnie i zapraszam do siebie http://immortal-memories.blogspot .com/
Prześlij komentarz